Hollywood może mi skoczyć

08/26/2010


dziecko

Nogi powoli wchodzą mi w miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Maja zamyka powieki do ostatka walcząc z ogarniającym ją zmęczeniem i sennością. Mała głowa odchyla się do tyłu i bezwładnie opada na moje przedramię. Nogi i ręce osuwają się dyndając luźno bez oznak najmniejszego oporu wobec sił grawitacji. Nareszcie... teraz można odłożyć malucha do łóżka i usiąść do pracy.


Zdecydowanie można zaryzykować twierdzenie, że rodzic potrafiący odłożyć ząbkującego malucha do łóżka tak by ten się nie obudził, w trakcie tej banalnie prostej operacji, może spokojnie zająć się transportem materiałów, określanych w większości kasowych filmów sensacyjnych jako nietrwałe. Oczywiście wyznacznikiem stopnia nietrwałości jest wielkość miasta jakie miałoby zostać unicestwione, zniszczone, odparowane, wysadzone w powietrze etc. przez wyżej wspomnianą substancję. Patrząc na problem od tej strony to powiem jasno. Wspomniany rodzic może uczyć superbohaterów jak żonglować substancją mogącą odparować wszechświat.


Scenariusz wszech czasów


Tak się złożyło, że mam do wykonania dość skomplikowaną pracę, na którą nie mam zbyt wiele czasu. Uroki pracy na zlecenie. Żona wpadła na pomysł, na który zgodziła się jej siostra. W skrócie to wygląda następująco. Siostra zajmie się Mają, ja zajmę się pracą, a dokładniej tą jej częścią, która wymaga najwięcej uwagi i wysiłku intelektualnego. Warunki idealne. Spakowałem cały swój warsztat – biurko, komputer, monitor i kilka pomocnych drobiazgów oraz rzeczy dla dziecka i jakieś ciuchy – do samochodu siostry i w drogę..


Niedługo przed wyjazdem zastanawialiśmy się z żoną, kiedy nasze dziecko zacznie ząbkować. Niby powinna już jakiś czas temu, a tu zębów ani widu ani słychu. Odpowiedź przyszła już pierwszej nocy pobytu u siostry..


Budujemy napięcie - czyli Hitchcock to amator


Dziwnym zbiegiem okoliczności, ząbkowanie zbiegło się z cisnącym czasowo zleceniem. Cóż zdarza się, mógłby ktoś powiedzieć i pewnie miałby rację, gdyby nie nagminny zbieg zbiegów okoliczności np. w momencie gdy spotykają się w jednym czasie potrzeby Twoje i dziecka. Nie mam tutaj na myśli jakichś wybujałych i nieprawdopodobnych sytuacji, jak np. ratowanie świata przed zagładą w postaci ciągnącej w kierunku Ziemi asteroidy, niosącej ze sobą absurdalną ilość ładunków wybuchowych. - Jest to oczywiście podstępna działalność Twojego odwiecznego wroga Dr. Zło, który trzymając Twoje dziecko dwoma palcami za rozklejającą się właśnie pieluchę za oknem swojego helikoptera, unoszącego się tuż nad kipiącym lawą kraterem wulkanu, dając Ci prosty wybór – albo świat albo dziecko – mocne prawda? Już widzę rządek Oskarów ustawionych ciasno na szerokim kominku..


Mówię tutaj o wydarzeniach dużo mniejszego kalibru, takich jak wrzask wyrażający nagłą potrzebę pochłonięcia hektolitrów płynu w postaci soku czy herbatki budzący Cię w środku nocy. Jedyną możliwością na wyłączenie fonii o drugiej nad ranem jest podanie dziecku upragnionego płynu co z resztą czynisz i wszystko byłoby jak najbardziej w porządku gdyby nie fatalny zbieg okoliczności..


Maluch ząbkuje, więc pije o wiele wolniej. Smoczek drażni w końcu dziąsła, przez które próbuje przedostać się ząb. Dla uatrakcyjnienia scenariusza brutalnie wyrwany ze snu pęcherz odrzuca jakiekolwiek formy negocjacji grożąc eksplozją jeśli nie zostaną spełnione jego warunki i to natychmiast albo jeszcze prędzej. Każda zwłoka przybliża tragedię. Kończy się na tym, że przeklinając skąpą przepustowość smoczka, trzymam jedną ręką butelkę przy buzi malucha, do którego niemal modlę się by zaspokoił swoje pragnienie zanim zwodzony indiańskim tańcem siusiu pęcherz eksploduje doprowadzony do granic wytrzymałości odgłosami lejącej się cieczy jakie dochodzą od pijącego dziecka..


To tylko taki drobny przykład był. Scenariusz w formie mniej lub bardziej dramatycznej powtarza się jeszcze kilka razy w nocy, mniej więcej co godzina do dwóch. Sukcesywnie powtarzany doprowadza do stanu, w którym każdy powód do snu jest dobry. Gdzie nie siądę tam zaczynam zasypiać, a przecież trzeba pracować..


Sytuacja przypomina scenę z filmu z jednym z czołowych mięśniaków fabryki snów. Wtrącony do więzienia przez kilka nocy z rzędu jest budzony co godzina i pytany o dane personalne i powód osadzenia. Po kilku dniach osiąga stan zombie..


Byłoby pewnie podobnie i ze mną gdyby nie siostra żony, która zajmuje się Mają w ciągu dnia co pozwala mi na częściową regenerację sił i realizację zleconej pracy..


Rola życia czyli kontynuacja kasowego hitu


Jutro wracam do domu z całym inwentarzem wzbogacony o nowe doświadczenia, wykonaną newralgiczną część roboty, nowym lśniący ząb córki i zapowiedzią kontynuacji kinowego przeboju. Jaka będzie część druga? .


Na pewno nie wspomniałem wcześniej, że siostra żony posiada trójkę własnych dzieci oraz przestrzeń dużo większą niż nasze trzydzieści coś metrów. Nie dodałem również, że wybywa na jakiś czas z domu i nie zgadniecie kto będzie miał pod opieką całą tę czarującą czwórkę?.


Zaręczam, że jak to się dobrze skończy to Hollywood będzie się musiał nietęgo napocić, żeby mnie czymś zaskoczyć. W zasadzie to mogę spokojnie podać adres, na który mogą słać Oskary..


Póki co, lecę przygotować się do roli życia..


Autor: Pan Mama panmama.pl


Pan Mama
dodajdo

Polecamy także:

<< Powrót do spisu